Wojna Ekonomiczna

Paweł Niedbała

Moralność podatków

W tej nieustannej wojnie, która odbywa się w rynku, gdzie pieniądz jest bronią, system podatkowy jest jeszcze jednym środkiem prowadzenia walki. On sam może być (mniej lub więcej) moralny lub niemoralny; może być też zaprzęgnięty na służbę ku dobru lub ku złu. Jednakże teraz oceńmy moralność samych podatków, bez żadnych odniesień do celów, ku którym mogą być narzędziem.

Najbardziej negatywne są podatki rosnące – szczególnie wtedy, gdy już są wysokie. Wyjaśnijmy dlaczego. Otóż każda zmiana podatkowa się przenosi (roznosi) po podmiotach. Jeśli pewne podmioty zostaną dodatkowo opodatkowane, to, płacąc teraz większy podatek, mniej dadzą zarobić innym podmiotom. Jeśli zwyżka podatków jest jednorazowa, to ten wzrost podatków szybko rozniesie się po podmiotach rynku i będą to tylko chwilowe zawirowania, po czym wszystko powróci do poprzedniego stanu. Państwo jednym podmiotom uszczupliło budżet, innym powiększyło – jest to coś analogicznego do kradzieży kieszonkowych. Gdy zaś podwyżka jest na stałe, to inna teraz będzie cyrkulacja pieniądza, którego więcej będzie trafiać do ludzi – a więc na powrót do rynku – via państwo. Nowy podatek to jak nowy but – rozchodzi się! Oczywiście, różna może być dokuczliwość nowego podatku, w zależności od jego wielkości i wysokości całkowitego dotychczasowego opodatkowania, gdyż inaczej nowy podatek oddziałuje gdy aktualnie podatki są niskie, a inaczej gdy są wysokie.

Gdy obciążenia podatkowe rosną nieustannie to powodują jakby duszenie ludności, gdyż nigdy nie jest tak, że obciążenia jednych podmiotów natychmiast przeniosą się na wszystkie inne. Zanim to nastąpi, jedne podmioty będą pokrzywdzone więcej inne mniej, jeszcze inne wcale. Przenoszenie jakby nie nadąża roznosić tych ciągle nowych obciążeń po wszystkich podmiotach. Z tego powodu jedne podmioty, które tracą, płacąc nowy podatek powodują straty następnych o tę wyższą sumę zapłaconych podatków. Pieniądze z budżetu wracają do rynku, ale jakby nie nadążają wyrównywać strat i ubywa tak pieniądza większości podmiotów, najwięcej pracującym wytwórczo (produktywnie). Rosnące ciągle podatki to zmienne podatki i jakby celowo tworzony zamęt społeczny.

Ciągła zwyżka podatków, przenosząc się, stale osłabia podmioty. Najpierw te, które bezpośrednio dotknęła skarbówka, następnie ich strata przenosi się na inne podmioty. Bo jeśli więcej zostają opodatkowane jedne podmioty, to mniej mają teraz na zakupy, przez co spada popyt na pewne rzeczy, skutkujący mniejszymi zarobkami następnych podmiotów… i następnych… . Jeśli podatek był pośredni, np. ukryty w paliwie lub piwie to, analogicznie, kto więcej wydaje teraz na paliwo lub piwo, mniej daje zarobić innym; inni następnym innym…. . Gdy podatki rosną nieustannie, to pogłębia się kryzys w zarobkach pracujących podmiotów. Ludność coraz mniej zarabia, więc, ażeby nadal zwiększała się w budżecie państwa suma wpływów z podatków, trzeba je wciąż podnosić. Rosnące podatki osłabiają – i tak już słabe – podmioty pracujące, ażeby więc rosły wpływy budżetowe trzeba je jeszcze bardziej podnosić, teraz już drastycznie… i nadal osłabiać podmioty pracujące płacące podatki… .

Ten nonsens przynosi szkody społeczne, wielkie w zależności od tego, jak już wysokie są podatki i jak szybko wzrastają. Szybsze podkręcanie śruby powoduje większą nierówność obciążeń podatkami poszczególnych członków społeczeństwa. Z tego powodu dużo bankructw (bezrobocia) i nierówności (niesprawiedliwości) zarobkowych. W kryzysie tak wywołanym coraz trudniej zarobić uczciwą pracą – tu występują największe obniżki zarobków! – co zachęca do działań hochsztaplerskich, równocześnie do dziadowania (zasiłki). To jeszcze bardziej dusi zarabiających pracą. Państwo puszcza w obieg pieniądz z podatków, ale już nie tylko na bezpieczeństwo, opieką zdrowotną i inne potrzebne rzeczy, lecz także na różne „programy pomocowe” dla ubogich – których naprodukowało w wielkim stopniu zwyżkami podatków. Potrzebuje też coraz większej rzeszy urzędasów i urzędów by środki rozdzielać, co oznacza tworzenie więcej ukrytego bezrobocia (darmozjadów). Państwo nie tylko pomaga biednym, lecz również dotuje najrozmaitsze inicjatywy i podmioty, tyle, że dzieląc samo dużo przejada. Ile przy tym korupcji i defraudacji, znamy to chociażby z mediów. Potrzeba więc coraz więcej instytucji kontrolnych (i kontrolerów kontrolujących kontrolerów…), do czego dochodzą koszty spraw sądowych (czasem utrzymania więźniów…). Wszystko razem wzięte spada na barki pracujących uczciwie a produktywnie.

Gdy ucisk podatkowy jest wystarczająco mocny, wówczas wróg nie ma konieczności drastycznego podwyższania podatków. Umiarkowany wzrost opodatkowania ludności nie przynosi tak drastycznych skutków, nie pogłębia jeszcze mocno kryzysu w rynkach pracy ludzkiej, a jedynie pomaga utrzymać dotychczasową dysproporcję zarobkową, niekorzystną dla wytwórców.

Wszystko to bardzo niszczy ducha ludzi, ich moralność i etykę, zatem kulturę; dezorganizuje społeczeństwo, tworząc zeń tłum (choć może należałoby użyć mocniejszych wyrażeń…). Nieustannie rosnące podatki nie tylko są zaborem coraz większej części zarobków coraz większej części społeczeństwa, lecz zwłaszcza powodują, że zarobki za uczciwą wytwórczą pracę są coraz bardziej zaniżane. Zaniżony dochód, jeszcze coraz bardziej obciążany podatkiem, oto skutek (a raczej cel…) obłędnej polityki podatkowej prowadzonej np. w Polsce. Pracownik jest więc biedny i słaby, swą zaniżoną wartością pracy musi dźwigać zarobki niepotrzebnej biurokracji, w tym „kontrolerów wydatków państwa”, z jego pracy żyją defraudanci i hochsztaplerzy; do tego na swych plecach ma jeszcze biedaków, którym trzeba pomagać, wśród których wielu udających biedaków (często bogatszych od niego).

Inaczej, mniej lub więcej szkodliwie, oddziałują rosnące podatki gdy aktualnie są niskie, niż gdy już są wysokie. Wysokie a jeszcze rosnące znacząco podatki oznaczają tragedię społeczeństwa. Przynoszą ogrom szkód i cierpień, nie tylko materialnych. Duże a jeszcze przez cały czas wzrastające podatki są wprost zbrodnią!

Przez cały czas rosnące, i tak duże, podatki zaniżają niemożliwie zarobki ludziom, stąd społeczeństwo ma małą i ciągle malejącą wydolność podatkową. Przy olbrzymich obciążeniach płacących je pracowników i właścicieli majątków, wcale nie są sumarycznie duże wpływy budżetowe państwa; równocześnie duże są koszty ich poboru. Można by tę sytuację ująć zdaniem: Duże podatki – mało podatków. W tej sytuacji państwo jest zmuszone robić tzw. „ciecia budżetowe”, zazwyczaj ograniczając świadczenia na rzecz obywateli. Dzięki działaniu przenoszenia, ograniczanie dotychczasowych wydatków oddziałuje tak samo, jakby podwyższać podatki.

Nie będziemy teraz robić dociekań, czy taka sytuacja sama z się powoduje przymus zadłużania nas na kilka pokoleń naprzód, czy, że jest to celowo tworzony pretekst by zadłużać. Fakt jest ogólnie znany, iż nie tylko Polski tyczy ta uwaga.

Tak więc nieustannie rosnące podatki to droga donikąd i, jeśli nie spotka się z reakcją ze strony uczciwych ludzi, doprowadzi do unicestwienia społeczeństwa. Takie podatki są jednoznacznie niemoralne. One mogą być „dobre” tylko dla wrogów narodu, który chcą zniszczyć. Są im właściwe ze względu na cel, którym jest tyranizowanie społeczeństwa i stopniowe niszczenie więzi, aż po ich zanik i całkowitą degradację.

Podatki mogą być „duże” lub „małe”, lecz w różnym stopniu. Są to pojęcia poniekąd względne. Trzeba je odnosić do konkretnego społeczeństwa i konkretnej sytuacji. Prof. Feliks Koneczny określa duży fiskalizm jako „system nie zbiorczy lecz zdzierczy”. Jednakże nawet on nie bierze pod uwagę, że dobrze zorganizowane społeczeństwo – personalistyczne i organiczne, jak je określa – może funkcjonować na dwa sposoby dobrze. Pierwszy jest ten, że ludność – naród – samo sobie oddolnie organizuje, np. szkolnictwo, opiekę zdrowotną, itd., na zasadzie prywatnych usług wzajemnych. Wówczas nie potrzeba dużych podatków, gdyż mała jest wtedy rola państwa w organizacji ludności. Tu każdy liczy na siebie, od nikogo nic nie żądając za darmo. Zarabiając uczciwie, uczciwie płaci za usługi innych podmiotów rynku, które w ten sposób też zarabiają. Wymiana zaś bardziej przypomina wzajemne obdarowywanie się, gdzie pieniądz ma rolę służebną wobec tej wymiany dóbr pomiędzy ludźmi, by ją ułatwiać. Drugi przykład dobrego zorganizowania społecznego polega na oddolnym przerzucaniu pewnych prywatnych zadań na władze – samorządowe i państwowe. Działania w tym kierunku też zaświadczają o dążeniach społecznych ludzi, gdyż, prawidłowo, „państwowe” oznacza stuprocentowe uspołecznienie prywatnego. Wówczas władze potrzebują więcej pieniędzy na więcej zadań im powierzonych i spełnianie obowiązków wobec społeczeństwa. Gdy władza wypływa z oddolnych dążeń społecznych by realizować wolę prywatnych osób, na wykonanie zadań potrzebuje środków, których dostarczy społeczeństwo (prywatne osoby) w formie podatków. Zarówno jeden jak i drugi sposób zorganizowania społecznego jest dobry. W obu przypadkach najważniejszym zadaniem państwa (władz) jest zapewnienie spokoju i bezpiecznego żywota ludności. Następnie sprawiedliwe państwo (rząd) czuwa nad sprawiedliwymi zasadami współżycia społecznego, do czego potrzeba odpowiedniego aparatu. Spokój i bezpieczeństwo, co się łączy ze sprawiedliwością, są najważniejszymi obowiązkami państwa. Zaś czy społeczeństwo jest zorganizowane bardziej samodzielnie, czy może większa jest rola państwa, jest sprawą drugorzędną. Czasami, gdy społeczeństwo jest niedojrzałe, czy też zdezorganizowane jakimiś czynnikami, np. wojną, wręcz lepiej jest by państwo pełniło rolę przewodnika i było głównym stymulatorem rozwoju. W takiej sytuacji potrzeba więcej się opodatkować.

Choćby więc na podanym przykładzie widzimy, jak błędne jest utożsamianie nawet dość wysokich podatków z niesprawiedliwością, niskich zaś uznawanie za sprawiedliwe. Oczywiście, muszą być jakieś granice, gdyż nawet w najzdrowszym społeczeństwie wysoki fiskalizm będzie kusił ku malwersacjom; z drugiej strony, dążenia ku jak najniższemu opodatkowaniu też nie wydają się być właściwymi.

Mamy też przypadki gdy władza nie wypływa ze społeczeństwa, a nawet, że jest temu społeczeństwu wrogiem, będąc jakby panem a społeczeństwo sługą niewolnym. Jeśli aktualnie ludność cechuje jedność i troska o dobro wspólne, wówczas okupant musi je tyranizować, starając się równocześnie niszczyć więzi międzyludzkie; ze społeczeństwa (organizmu) stara się uczynić bezwładny i bezładny tłum egoistów, pozbawionych troski o dobro wspólne i jakby wyobcowanych społecznie. Raz, że wtedy potrzebuje na to dużo środków (podatków), równocześnie odpowiednio restrykcyjny system podatkowy umożliwia osiągnąć zakładany cel. Każdy tyran-okupant narzuca jak największe i ciągle rosnące opodatkowanie na zniewolone społeczeństwo, przy równoczesnym rozbudowaniu machiny biurokratycznej. Nie bez znaczenia pozostaje aparat przemocy, a nawet terroru (rozmaite służby).

W tym miejscu pozwolimy sobie na jeszcze jedną dygresję. Otóż mamy dwa „klasyczne” modele systemów opresji, zniewalania i niszczenia społeczeństw: komunizm; oraz liberalizm (kapitalizm). Pierwszy charakteryzuje się wiodącą rolą państwa w organizacji społecznej, które jest ponad społeczeństwem. Państwo ustala wysokość płac za pracę, jak też i podatków, nikogo nie pytając o zdanie; następnie państwo stara się o wszystkim decydować. Człowiek ma zapewnione minimum egzystencji i spokojny żywot. Jednakże hamuje to rozwój i niszczy więzi międzyludzkie. Nie ma tu rywalizacji ani starań o dobro wspólne, społeczeństwo jest podzielone na „nas” i „ich”. Drugi system, liberalny, polega na minimalnym ingerowaniu państwa, a wręcz państwo jest na usługach monopolistów własności pieniądza. Występuje tu, nie tyle rywalizacja, co dzika walka o byt, kończąca się zazwyczaj totalnym zniewoleniem większości (proletariat) przez dominującą mniejszość (garstkę kapitalistów). Zarobek wytwórców rabują monopoliści własności nieruchomości, przemysłu i handlu, następnie spekulanci i hochsztaplerzy. Państwo może niezbyt dużo zabiera, ale też jeszcze mniej zapewnia społeczeństwu świadczeń. Zasadniczo wszystko – leczenie, oświata, etc. – jest prywatne.

Aktualnie świat zmierza, co jaskrawo widać na przykładzie Polski, ku pewnemu ideałowi zła, który trudno nawet określić jednym słowem, gdyż nie ma jeszcze nazwy. Jest to zlepek tego co najgorsze z komunizmu z najgorszym z liberalizmu. To coś jakby komuno-kapitalizm. Mamy więc opodatkowanie pracy ludzkiej wielokrotnie przewyższające opodatkowanie w systemie komunistycznym, jak również większe niż na komuny ingerowanie władzy w życie osobiste ludzi, przy równoczesnym ograniczaniu świadczeń – najbardziej zaś źle jest z opieką medyczną. Za komuny człowiek miał zapewnioną pracę i, można powiedzieć, reglamentowany zarobek. Teraz coraz większy odsetek ludności potrzebuje zasiłków by przeżyć, co jest o wiele bardziej upokarzające. Spokoju nie mają też pracujący, raczej niewolnicy niźli pracownicy. Dzieje się tak dlatego, że równocześnie z dużą a podłą rola państwa w życiu ludzi, nie tylko gospodarczym, własność pracy ludzkiej pochłaniają lichwiarze i monopoliści coraz większej części przemysłu i handlu. Obok tego mnoży się hochsztaplerstwo i malwersacje na skalę mniejszą, lokalną, lecz masową. Państwo w tym systemie jest sprowadzone do roli narzędzia na służbie tyrana, którego nawet nie znamy. Stajemy się coraz bardziej biedni, zaszczuci i bezsilni. Skoro państwo jest narzędziem tyrana, takąż rolę pełni i podatkowość w tym systemie zniewalania i zabijania ducha

Z tej perspektywy widać, iż sama wielkość opodatkowania jest moralnie obojętna, natomiast zło skutkowania dużych podatków wynika raczej z podporządkowania ich złemu całemu systemowi ekonomicznemu, niż z samej zasady ich działania. W złym systemie politycznym, gdzie garstka zniewala większość, duże opodatkowanie uzasadniane jest propagandowo jako tzw. „rządy ojcowskie”, tudzież jako „państwo opiekuńcze”. A jeśli jeszcze te podatki rosną, uciskając uczciwą wytwórczą pracę w połączeniu z innymi przyczynami ucisku, wówczas i ojcowska opieka państwa staje się coraz potrzebniejsza. Szczyt hipokryzji!

Odnośnie więc propozycji wysokości opodatkowania społeczeństwa, potrzebna jest roztropność, kierująca się zasadą „złotego środka”. Podatki nie muszą być niskie, ani jak najniższe. Państwo musi być silne – ale nie względem społeczeństwa silne, lecz względem obcych, zwłaszcza wrogów – dlatego musi mieć środki by tę potęgę osiągać. Na to głównie potrzebuje podatków.

Koneczny twierdzi: „Zamożność społeczeństwa rezerwą skarbca państwa”. Nadmierne podatki są korupcjogenne; zachęcają do oszustw (omijania) przy płaceniu, zaś defraudacji przy rozdziale. Gdy inwestycje są państwowe, czy też tylko za państwowe pieniądze, wówczas walka o nie, nie zawsze jest etyczna; nigdy zaś nie pobudza do etyki. Więc wielkość opodatkowania musi być współmierna (adekwatna) do ogólnej etyczności społeczeństwa. Niemoralne społeczeństwo, o niskim stopniu ucywilizowania, nie zorganizuje się oddolnie w taki sposób, że samo powierzy więcej funkcji państwu, które będzie dobrowolnie finansować podatkami, ani też samo się nie zorganizuje poza państwem na stopie prywatnej. Natomiast gdy władza jest moralna, wówczas życie wysoce cywilizacyjne będzie kwitło, tak przy niskim, jak i przy dość wysokim opodatkowaniu.

W przypadku przez dłuższy czas panowania systemu zdzierczego, wyniszczającego społeczeństwo, zmniejszanie obciążeń jest zdjęciem społeczeństwu ciężaru i ulgą, co natychmiast powoduje wzrost zarobków, większą wydajność pracy wytwórczej, więcej pracujących i, w końcowym rozrachunku, większe wpływy budżetowe. Jednakże nie należałoby robić rewolucji, czyli powodować nagłego dużego spadku podatków, gdyż można tu zastosować porzekadło „co nagle to po diable”.

Tak więc niemoralne mogą być nadmierne, bardzo duże podatki. Najbardziej zaś niemoralne są duże a ciągle jeszcze rosnące. Przy czym najgorzej jeśli wzrost ten jeszcze przyśpiesza. Takie podatki oznaczają postępujący rabunek i gnębienie społeczeństwa, natomiast wcale nie przynoszą wzrostu sumy podatkowej płynącej do budżetu państwa.

Moralne, bądź też niemoralne, mogą być same rodzaje podatków, co zazwyczaj równoznaczne jest ze sposobem ich poboru. Pojawia się pytanie, jak moralne są podatki bezpośrednie a jak pośrednie? Jak również, jakie bezpośrednie a jakie pośrednie są lepsze lub gorsze pod względem moralnym właśnie, tzn. które są sprawiedliwsze? Mówiliśmy, iż, w pewnym sensie, jedne od drugich niewiele się różnią. Co za różnica, gdy ktoś mi ujmie wypłaty, niż gdy ja sam oddam jej część robiąc zakupy czegokolwiek? Jednakże po bliższym przyjrzeniu się zagadnieniu różnica staje się zasadnicza.

Sprawiedliwe są takie podatki, gdy każdy równy procent swego zarobku odprowadza do budżetu państwa, np. 10 %. Nazywamy je podatkami proporcjonalnymi. Sprawiedliwy zaś ustrój gospodarczy jest wtedy, gdy nie ma dużych nierówności zarobkowych. Właściwy system podatkowy powinien przybliżać do takiego ideału. Łatwiej tę proporcjonalność zastosować do podatków bezpośrednich, obciążając po prostu zarobki w równym procencie.

Podatki pośrednie opiszemy wpierw w odniesieniu do samych zarobków ludności. Przy tych podatkach trudniej o sprawiedliwość podatkową, zwłaszcza gdy aktualnie występuje duża nierówność zarobkowa. Podatki pośrednie tylko wtedy obciążają równo zarobki za pracę, gdy te są na zbliżonym poziomie, następnie, gdy podatki pośrednie są jednakowej wysokości na wszystkie rzeczy. Już zauważyliśmy, że „techniczna” różnica pomiędzy opodatkowaniem pośrednim a bezpośrednim polega na różnym sposobie ich poboru. Tak naprawdę to i tak i tak płacimy je swą pracą. Jeśli więc zarobki (ceny pracy) ludności są obiektywne, sprawiedliwe – a sprawiedliwość polega na równości – to nie istotny wtedy wydaje się być sposób ich poboru. No bo cóż za różnica, czy urząd skarbowy weźmie nam wprost z zarobków, czy też poprzez WAT lub akcyzę. Gdy zaś występuje duża dysproporcja zarobków ludności – spowodowana także dużymi, a jeszcze rosnącymi, podatkami – wówczas podatki pośrednie przynoszą niesprawiedliwość, pogłębiając jeszcze tę już istniejącą nierówność dochodów ludności. Wtedy jedne podmioty są grabione więcej inne mniej; najbardziej gnębione są podmioty zarabiające mało za prace najbardziej produktywną, które są już i tak najmocniej dotknięte przez podatki duże a rosnące.

Tak więc pośrednie doskonale współgrają z podatkami wysokimi a jeszcze rosnącymi w grabieży pracowitości i uczciwości.

Jednakże jest jeszcze jeden kontekst podatków pośrednich, odnośnie wzrostu lub spadku wszystkich podatków. Szkodliwość rosnących podatków bierze się również ze zmian wydatkowania pieniędzy przez ludność, co do przedmiotów rynku różnie opodatkowanych. Jeśli swe dochody wydajemy w coraz większym procencie na rzeczy wyżej opodatkowane pośrednio, w skutkach oznacza to wzrost ogólnego opodatkowania. Skoro dowiedliśmy, że rosnące podatki najbardziej przyczyniają się do nierówności zarobkowej, powodując ogólną pauperyzację, a podatki pośrednie dotykają najuboższą większość społeczeństwa, to jeszcze następnym skutkiem tegoż jest, że coraz więcej tych niskich zarobków z konieczności bytowych przeznaczane jest na zakup dóbr najmocniej opodatkowanych pośrednio, np. prądu, czy benzyny. To powoduje dalszy wzrost ogólnego opodatkowania, które dotyka najbiedniejszych, zaniżając im zarobki, których znów coraz większy procent wydawać muszą na rzeczy najmocniej opodatkowane pośrednio… . Oto mamy kolejny przykład błędnego koła politycznego łotrostwa gospodarczego.

Zatem w odniesieniu do samych zarobków podatki pośrednie, gdy są jednakowe na wszystkie rzeczy, same z się raczej są obojętne moralnie. Ich oddziaływanie zależne jest od aktualnej sytuacji rynkowej i stopnia sprawiedliwości wymiennej, a więc zależą od kontekstu i celu im wyznaczonemu. Jeśli powodują niesprawiedliwość, to tylko wtedy, kiedy już ta niesprawiedliwość zarobkowa jest, wywołana innymi czynnikami, min. dużymi a rosnącymi podatkami, jeszcze ją pogłębiając. Dlatego podatki pośrednie, zwłaszcza duże (duży ich procent wszystkich podatków), mogą być doskonałym narzędziem łotrowskiej polityki. Narzędzie będzie tym skuteczniejsze, im w większym stopniu uczciwe zarobki będą obciążane tymi podatkami. Taka jest metoda kapitalistyczna.

Gdyby podatki pośrednie dotykały tylko wypłat, wówczas, jak zauważyliśmy, można by uznać je za obojętne moralnie, gdyż jeśli wymiana jest sprawiedliwa to i te podatki są do pewnego stopnia sprawiedliwe, zwłaszcza wtedy, gdy są jednakowe na wszystkie przedmioty. Można powiedzieć, że ich sprawiedliwość jest wprost proporcjonalna do sprawiedliwości zarobków. Jednak niestety dla tych podatków, przychody ludzi biorą się nie tylko ze sprzedaży swej pracy, lecz również i majątków. Gdy ktoś sprzeda swą własność (nieruchomość, dzieło sztuki, etc), wówczas wydając tak uzyskany pieniądz płaci podatki pośrednie. Tą drogą państwo zawłaszcza mu część tegoż majątku. Zaś tym więcej jest grabiony, im więcej kupuje dóbr najmocniej opodatkowanych pośrednio. Takie skutkowanie podatków pośrednich nakazuje nam zakwalifikować je do jednoznacznie samych z się niesprawiedliwych.

Z punktu wrogiej nam polityki, cechą tych podatków jest, że są one niedostrzegalne dla większości obywateli, stąd łatwe w zastosowaniu. Zazwyczaj nad podatkami pośrednimi, co do ich skutkowań, a zwłaszcza co do celu ich stosowań, panuje cisza propagandowa i naukowa. Nagłaśnia się tylko spory i „kłótnie” na temat „podniesienia podatków najbogatszym”, lub „ulg dla najbiedniejszych”, ale tylko podatków bezpośrednich, czyli od zarobków, nie informując ludności pracującej jakie spustoszenie w ich portfelach robią podatki pośrednie – zwłaszcza w połączeniu z podatkami wysokimi i rosnącymi. To mydli oczy ludziom. Podatków pośrednich – rabunków podatkami pośrednimi – nie widać, tylko się je odczuwa.

Dla zobrazowania tego zagadnienia utwórzmy przykład. Powiedzmy, że Rząd chce mieć w budżecie o 40 mln zł więcej wpływów. Może więc opodatkować każdego Polaka po jednej złotówce (podatek pogłówny); może trochę więcej opodatkować wypłaty albo majątki – wszystkim lub tylko pewnej grupie (podatek dochodowy); albo też podnieść akcyzę lub WAT na pewne rzeczy, jak prąd czy paliwo. Co zrobi Rząd? Pogłównego nie zastosuje ze względu na duże koszty jego poboru, oraz, że jest rażąco widoczny przez podatników. Inne podatki bezpośrednie też widać… . Zaś podatki pośrednie są niedostrzegalne prawie dla nikogo. Złotówka nałożona na każdego obywatela jest bardzo budząca sprzeciw. Natomiast ułamek procenta podniesiony WAT na prąd jest niezauważalny. Nawet nagłośniony przez niektóre media nie będzie wzbudzał otwartego sprzeciwu.

Przenoszenie powoduje, że ktokolwiek te 40 mln wpłaci do budżetu, to ciężar ten i tak przeniesie się na pracującą większość. Po prostu wszyscy je odczujemy, choć nie zauważymy jak to się dzieje. Dlatego przerost podatków, najbardziej pośrednich, następnie ich nieustanny wzrost, to rzez perfidna.

Teraz pora zająć się oceną moralną opodatkowania bezpośredniego. Dzielimy je na: od zarobków; oraz od wcześniejszych zarobków, czyli od majątków, gdyż to co mamy wartościowego uzyskaliśmy z wcześniej zarobionych pieniążków – po opodatkowaniu. Dlatego podatkowanie majątków jest podwójnym opodatkowaniem pracy.

Nawiasem mówiąc, podatek od zarobków też jest podatkiem majątkowym, gdyż pieniądz otrzymany za pracę jest majątkiem, którego część w formie podatków powierzam państwu, które ma służbę społeczną, a więc i mi służy. Biorąc rzecz ściśle, nie ma podatków niemajątkowych.

Wg mnie, uczciwe wydają się być jedynie podatki bezpośrednie od zarobków. Dopuszczalne w pewnych okolicznościach mogą być podatki bezpośrednie od majątków, gdy państwo w wyjątkowych okolicznościach potrzebuje nagle większej gotówki.

Nie zapominajmy, że jednorazowy podatek nie oznacza ogólnego podwyższania opodatkowania społeczeństwa, co by oddziaływało kryzysowo na podmioty pracujące.

Można by tu zrobić również uwagę, że zamiast podatku majątkowego można jednorazowo naliczyć więcej podatku od wynagrodzeń, np. o jeden procent, i dla budżetu wyjdzie na to samo. Przecież podatków od majątków i tak nie płacimy w naturze, lecz każdy opłaca je zarobionym pieniądzem. Nadmieniliśmy, że majątkiem jest i sam posiadany przez nas pieniądz, wcześniej zarobiony i przechowywany jako oszczędność. Ktoś może mieć wartościowe nieruchomości, ktoś inny dużo pieniędzy – i to i to jest majątkiem! Opodatkowując tedy same nieruchomości, jakby stwarza się korzyść dla majątków pieniężnych. (Przypis: Pojęcia zasób, majątek, kapitał są wyjaśnione w WYKŁADzie)

Jednoznacznie niemoralne są podatki od spadków, gdyż uderzają w rodziny. Są to podatki majątkowe, jak wyżej opisano, a pobierane (rabowane) są tylko dlatego, że ktoś odziedziczył dorobek wcześniejszego pokolenia, uzyskany przecież z zarobków po opodatkowaniu.

Podobnie niemoralne są podatki od darowizn. Tu jednak zastrzeżenie: Darowizny bezpodatkowe powinny być w pewnym stopniu ograniczone prawnie, gdyż jeśli nie, to pod ich szyldem można by uprawiać działalność handlową, unikając tak podatków. Jednakże żadna zwykła darowizna nie powinna być podatkowana, gdyż to co jest przekazywane, np. pieniądz, już było opodatkowane.

Pewne podatki, tzw. ekologiczne, różnie nazywane, są nie czym innym, jak haraczem. Płacimy przecież już za powietrze, którym oddychamy. Ostatnio zaś wymyślono podatek od wód. W tej chwili jeśli napijesz się wody z własnej studni, a nie opodatkujesz tej wody, to jesteś wedle prawa przestępca skarbowym. Tyczy to również deszczówki. Nie wolno nią podlewać własnego ogródka, jeśli nie zapłacisz podatku.

Nie inaczej nazwiemy, jak haraczem, opłaty parkingowe, czy np. od psów. Jako (pouczająca…) ciekawostka: W Estonii wymyślono i wprowadzono podatek od…pierdzenia krów! Liczony on jest ryczałtem od każdej krowy (co chyba nie do końca jest sprawiedliwe bo krowa krowie nie równa…), no bo jak tu policzyć, ile bąków puszcza która krowa? Ileż by potrzebowano urzędników do kontrolowaniu każdej krowy? Ale biurokracja jest pełna kreacyjności… .

Podatek mieszkaniowy, tzw. „podłogowy”, jest de facto czynszem płaconym państwu (wprost samorządom) za to tylko, że posiadamy swoje cztery kąty.

Wymienione ostatnie podatki, bezpośrednie, pozwoliłem sobie określić jako podatki upokarzające (okupowaną ludność).

Wszystkie podatki od własności oznaczają, że państwo jest tak naprawdę tej naszej
własności właścicielem; nawet my sami jesteśmy własnością państwa. Pytanie tylko (dla świadomych Polaków retoryczne): Kto w takiej sytuacji jest właścicielem państwa?

O moralności fiskalnej zaświadczają podatki proste, tzn., że jest ich mało rodzajów, a system podatkowy jest w miarę niezmienny. Im mniej rodzajów podatków, tym łatwiejszy – tańszy! – dla państwa jest ich pobór. Jak również, łatwiejsze i tańsze dla podatnika jest ich wyliczanie i przesył. Oznacza to większe zarobki dla produktywnej pracy.

To samo się tyczy stosunku systemu stałego do zmiennego. Skomplikowany a zmienny system podatkowy jest jednoznacznie niemoralny – niesprawiedliwy i antyspołeczny.

Dobre zmiany są tylko takie, które system podatkowy upraszczają; oraz gdy podatki są zmniejszane jeśli wcześniej są nadmierne; ponadto, im mniej podatków pośrednich tym lepiej. Z tych ostatnich jedynie opłaty celne mają sens stosowań.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ostatnio skomentowane

    Archiwum

    Krótki kurs Ekonomii …dla każdego

    WYKŁAD
    plik PDF dostępny jest tutaj

    * * * * * * * * * * * * * * *

    Polecam także:

    Podatki, podatki, ale jakie…” – część pierwsza

     

    Kontakt

    Więcej o mnie tutaj.

    Adres e-mail: wojnaekonomiczna@gmail.com

    Zachęcam do czytania i komentowania!

    Wszelkie prawa zastrzeżone (c) 2018 Paweł Jan Niedbała